W poniedziałek niestety,a może i dobrze ze właśnie poniedziałek.
Bieganie po przychodniach i laboratoriach zaczyna powoli mnie wprowadzać w stan dziwnej euforii ponieważ wychodząc z domu zastanawiam się na kogo i w jakim nastroju dzisiaj się natknę.
Pielęgniarka-pobranie krwi-ostatnio miałam sińca miesiąc dookoła łokcia ,nie mówiąc oczywiście o dyskomforcie czuciowym-jest to kolejne ciekawe określenie lekarskie na ból.
Lekarka -wypisanie leków- jak będzie w marnym nastroju napisze na jedno opakowanie jak dobry,to do połowy stycznia nie będę wysiadywać i zajmować kolejkę "naprawdę" chorym.
Muszę dodać,aby nie wyjść na całkowitą małpę (czasami chodzę w czerwonym) że mam przyjaciół w tej grupie "białych kitli" i są oni normalni,sympatyczni i chętni do pomocy.
Widziałam ich stosunek do pacjentów (mają szczęście-pacjenci oczywiście)
Jutro zdam małą relację i zobaczymy.
Wy jak macie z takim chodzeniem do lekarza?
niedziela, 29 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mam nadzieję, że wmiarę po Twojej myśli wszystko idzie.
OdpowiedzUsuńCo do końcowego pytania - przyznam, że nie wiem, jak radziłabym sobie w potyczkach z tzw. ochroną (sic!) zdrowia, gdybym w potrzebie nie miała realnej, konkretnej pomocy bliskiej osoby zatrudnionej w odpowiedniej placówce.
*w miarę* to oczywiście oddzielnie, zacina mi się spacja i chcąc poprawić czasem nie wyłapię.
OdpowiedzUsuń